Dawno temu w PSP nr 33 w Częstochowie
Dodane przez habib dnia Lipiec 19 2011 15:33:02

Wpis na 23. Karnawał Blogowy prowadzony przez Seji'ego: Zanim zagraliście pierwszą sesję.

Opowieść pierwsza - o tym jak zostałem Graczem
Pierwszy raz z terminem RPG spotkałem się w podstawówce numer 33 w Częstochowie. Ot miałem znajomego który miał znajomego, który kiedyś kupił MIMa, chyba z jakąś półnagą babeczką na okładce. Był rok 1997 lub 1998, byłem w siódmej klasie podstawówki i żyłem sobie we względnym spokoju. Pamiętam jak pewnego zimowego dnia udałem się z kolegą Markiem na Stradom do kolegi Rafała. Wtedy wbiliśmy się do jego pokoju a tam siedzi pięciu/sześciu chłopaków, każdy z dziwną kartką papieru w dłoni, kanciastymi kostkami w drugiej i ołówkami w trzeciej.

Więcej w dalszej części news'a.

__________________________________________________________________________

Rozszerzona zawartość newsa
Dawno temu w PSP nr 33 w Częstochowie

Opowieść pierwsza - o tym jak zostałem Graczem
Pierwszy raz z terminem RPG spotkałem się w podstawówce numer 33 w Częstochowie. Ot miałem znajomego który miał znajomego, który kiedyś kupił MIMa, chyba z jakąś półnagą babeczką na okładce. Był rok 1997 lub 1998, byłem w siódmej klasie podstawówki i żyłem sobie we względnym spokoju. Pamiętam jak pewnego zimowego dnia udałem się z kolegą Markiem na Stradom do kolegi Rafała. Wtedy wbiliśmy się do jego pokoju a tam siedzi pięciu/sześciu chłopaków, każdy z dziwną kartką papieru w dłoni, kanciastymi kostkami w drugiej i ołówkami w trzeciej.

Z kolegą Markiem posiedzieliśmy trochę u kolegi Rafała, pośmialiśmy się z głupich gier i po godzinie poszliśmy do swoich domów. Na uwagę zasługuje fakt, że kolega Marek nie chciał wyjść z domu i wtedy Rafał wyrzucił przez furtkę 50 groszy. Marek ucieszony wybiegł i przez pięć minut szukał monety w śniegu. Nie znalawszy ruszyliśmy dalej.

Najprawdopodobniej później porozumiałem się z kolegą Rafałem i razem z Michałem Balltramem zrobiliśmy wspólnie postacie graczy. Już nie pamiętam czy to było w szkolnej bibliotece czy u kogoś w domu. Za to pierwszą sesję odbyliśmy już w bibliotece szkolnej na dużej przerwie, gdzie panował nieziemski hałas. Moja postać nazywała się Snag (jak ktoś oglądał animowany serial Conana, to skojarzy postać) i był półelfem Złodziejem. Pochodził z Gasty i miał - z tego co pamiętam - Niższą Klasę Średnią oraz charakter Chaotyczny Zły. Tak, moi mili, to były czasy Kryształów Czasu! Michał grał człowiekiem Zabójcą. Imię niestety wyleciało mi z głowy.

Nasza pierwsza przygoda wyglądała mniej więcej tak, że spotkaliśmy się na trakcie gdzieś powyżej Gasty i zostaliśmy porwani przez wędrujących kupców. Koniec. Później okazało się, że nie byli to zwyczajni kupcy lecz pracownicy gildii złodziei oraz zabójców z Get-Warr-Garu i w tak dziwaczny sposób rekrutują nowych współpracowników. Pamiętam też, że gildia ta opisana była w którymś z MIMów, a ja ciągle przekręcałem imię mojego szefa ze Ślepowrona na Kruczodupy. Ech, to były czasy. W oku kręci mi się łezka, gdy przypomnę sobie jak wpadliśmy na pomysł uratowania Murzyna z objazdowego zoo, a następnie (tej samej nocy) postanowiliśmy okraść jakiegoś kupca (razem z ów Murzynem!). I pamiętny tekst Mistrza Gry, gdy żona/córka kupca wybiegła na drużynowego Zabójcę "ona zapamiętuje twoją twarz". No cóż, długo kobieta nie pożyła. Ale dość już o tym. Ważne, że mam miłe wspomnienia i chęć do ciągłego grania w RPG.

Opowieść druga - o tym jak zostałem Mistrzem Gry
Nie pamiętam kiedy dokładnie poprowadziłem pierwszą sesję, albo to była ósma klasa podstawówki albo pierwsza liceum. W każdym bądź razie udałem się z kolegą Rafałem do magicznego sklepu z RPGami, który znajdował się na Biznes Center (teraz są tam głównie bary i knajpy), weszliśmy do sklepu, powiedzieliśmy grzeczne dzień dobry i przeszliśmy do rzeczy. Kupiłem Zew Cthulhu. Sprzedający powiedział mi, że to ciężki system do prowadzenia jak na pierwszy system, ale ja się tym nie zraziłem. Dałem te 30/35 zeta za używaną książkę i w te pędy skoczyłem do domu czytać.

Miesiąc czy dwa później zebraliśmy się w trzy/cztery osoby u Rafała i poprowadziłem pierwszą przygodę, która pochodziła z podręcznika głównego. Głos mi się trząsł, byłem nieźle zestresowany jednakże jak na pierwszy raz wszystko poszło w miarę elegancko. Następne sesje zagraliśmy już w większym gronie i tu zaczęły się schody. Zapanować nad taką zgrają osób nie było łatwo. Zwłaszcza gdy prowadziło się pierwszą przygodę z kampanii Misjonarz z MIMów. Gracze poróżnili się i zaczęli do siebie strzelać przed domem głównego bohatera niezależnego. Więcej już chyba nie prowadziłem Zewa... a szkoda, bo to fajny system i z chęcią bym sobie pograł w niego jeszcze.

Od tamtej pory prowadziło mi się całkiem dobrze, gdyż przesiadłem się na Kryształy Czasu, które były łatwiejsze do okiełznania. A w rok później Zew Cthulhu zamieniłem na Dzikie Pola, które chwalę sobie do dzisiaj, mimo że podręcznika też już nie mam.

Opowieść trzecia, podsumowująca
Od roku 2000 prowadziłem i grałem w przeróżne systemy. Z czysto kronikarskiego zapędu pozwolę sobie spisać systemy które prowadziłem i w które grałem.
Prowadziłem: Zew Cthulhu (1998), Kryształy Czasu (1998-1999), Dzikie Pola (1999-2001), Wiedźmin: Gra Wyobraźni (2001-2005), Earthdawn: Przebudzenie Ziemi (2005/2006-do teraz). Co nieco autorskiego shitu.
Grałem: Kryształy Czasu, Dzikie Pola, Wiedźmin: Gra Wyobraźni, Warhammer, Neuroshima, Nieboraki.

Pozostałe wpisy na Karnawał Blogowy znajdują się tutaj.

Pozdrawiam,
Habib.