habibsite
   Nawigacja
Strona Główna
Linki
Kontakt
Galeria
Szukaj
   Przebudzenie Ziemi
Artykuły
Bohaterowie
NPC
Przygody
Miejsca
Drużyny/Organizacje
Legendy
Przedmioty
Zasady
Podsumowania
Dodatki

   Dzikie Pola
Panowie Szlachta
Kampania
   Stara Kampania PZ
Dawni Bohaterowie
Dawni NPC
Dawne Przygody
Dawne Przedmioty
   Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych użytkowników: 5
Nieaktywowany Użytkownik: 0
Najnowszy Użytkownik: Sethariel
Tessesta
TESSESTA

Tekst: Wojciech Habib Czyż
Ilustracje i opracowanie grafik: Wojciech Habib Czyż


Tessesta – tradycja t’skrangów nakazująca wymieniać się prezentami z odchodzącymi towarzyszami broni

Dawno temu, niedługo po tym jak Upandal ofiarowała ludowi rzeki ogniowe silniki, nieopodal Jeziora Vors żyła T’shlome Słońce wraz ze swym mężem Syrtisem Księżycem. Żyło im się dostatnio i niczego im nie brakowało. W tym czasie Dawcy Imion raczkowali, a smoki dawno przestały rządzić światem, jedynie Pasje co pewien czas przechadzały się po górskich dolinach i rozmyślały nad pięknem świata.

W owym czasie Syrtis Księżyc często odwiedzał potajemnie swoje dzieci, które T’shlome tak znienawidziła. Wszystko przez Synopae, matkę dzieci jej męża [legenda z Wężowej Rzeki, str. 64 oraz EDC Nations of Barsaive Volume One, str. 179]. W końcu T’shlome Słońce nie wytrzymała takiej zniewagi i zamiast wypowiedzieć kolejną wojnę dłuższą i krwawszą od poprzedniej, uszanowała wole Pasji. Wygnała swego towarzysza i zakazała mu się zbliżać do siebie. A jako, że Barsawia była zbyt małym miejscem uciekł na wschód z dala od swych dzieci i miejsca swych narodzin. T’schlome była zbyt dumna, by odwołać swoje słowa i zaszyła się w niewiadomym miejscu. Jednak przed ich rozłąką ofiarowała swemu mężowi prezent, samej wypłakując tyle łez by zapełnić głębokie jezioro, Jezioro Vors. Tak samo Syrtis ofiarował T’schlome prezent otrzymany uprzednio od Astendar. Był to piękny wiersz, który sprawił, że zaczęła płakać.

Od tamtej pory minęły setki, może tysiące lat i nikt do tej pory nie wie gdzie ukryty został ów wiersz. Jednak magia w nim jest tak wielka, aby sprawić by dwójka dawno utraconych kochanków mogła ponownie się złączyć.


Przed dziesięciu laty adept Marynarz, Vlash’kro, został wykluczony ze swojego niall Maratha należącego do Domu Syrtis. Pogłoski tego zajścia są dość niejasne, toteż niewiele osób zna prawdziwy powód wygnania. Niektórzy mówią, że poróżniła go polityka lahali Maratha, co wydaje się być najlepszym powodem wypędzenia. Część Dawców Imion sięga głębiej i za powód wygnania upatruje chęć sprawowania władzy przez Vlash’kro, co jest dość dziwne w matriarchalnym społeczeństwie.

Vlash’kro opuścił niall Maratha z kilkoma swoimi oddanymi przyjaciółmi i nie będąc już kapitanem parostatku, odmówił przyjęcia zastępczej, mniejszej jednostki żaglowej. Wyruszył pieszo na zachód, zatrzymywał się w różnych miejscach gdzie pił i jadł nie szczędząc zdrowia na przepychanki i rozróby. W końcu zawędrował nad jezioro Vors, gdzie schroniwszy się przed burzą pod wielką czarną skałą w pobliżu której rosło samotne drzew, zasnął. Gdy się obudził zobaczył przed sobą jaśniejącą postać t’skranga w bogatych czarno-złotych szatach i biżuterii tak pięknej, że aż nieprawdziwej.

„W tym miejscu przed wiekami pożegnali się ze sobą dwaj kochankowie, T’shlome Księżyc i Syrtis Słońce, których dzieliło wszystko i nic. W miejscu tym wyrosło drzewo, pod którym schroniłeś się przed burzą. Drzewo to jest pamiątką tamtych wydarzeń, zaopiekuj się nim i odnajdź zagubiony wiersz, jaki Syrtis pozostawił swojej żonie.”

Vlash’kro obudził się zaniepokojony snem, który zdawał się być prawdziwym. Vlash’kro opowiedział reszcie swoich towarzyszy o tym, jednak sam postanowił nie robić nic. Gdy w ciągu kilku kolejnych dni sen powracał, był święcie przekonany, że była to wizja zesłana przez Pasje lub duchy. Przez wiele dni t’skrang zastanawiał się co począć, jak odnaleźć wiersz o którym nikt nigdy nie słyszał? Wysłał dwóch swoich najlepszych ludzi do Syrtis i Throalu, by tam poszukali legend i podań dotyczących postaci ze snu.

W końcu po niespełna miesiącu błądzenia po południowym brzegu Węża, znalazł nie pilnowane przez nikogo cztery wozy zaprzężony w muły. Z trójką pozostałych przyjaciół nie znalazł żadnych śladów jakie mogliby zostawić właściciele. Wielkie było ich zaskoczenie gdy na wozach znaleźli towary z Servos, jedzenie, ale przede wszystkim kilka orichalkowych skrzyń z esencją żywiołu ognia.

Z cudownie znalezionym skarbem Vlash’kro powrócił w miejsce gdzie po raz pierwszy nawiedziła go wizja. Razem z resztą towarzyszy rozbili niewielki obóz i w ciągu kilku dni ustalili co robić. Na sam początek postanowili poszukać kilku prominentnych kupców oraz t’skrangowych robotników, którzy wybudowali by im wieżę na skale. W kilka dni później najbliższy przyjaciel Vlash’kro, Trelo, przy-niósł zadziwiającą wieść. Otóż siedząc sobie pod drzewem i spoglądając w odbijające się gwiazdy w toni Shivoam, poczuł dziwne mrowienie, gdy nagle coś lekko jaśniejącego opadło na niego z korony drzewa. Wstał szybko i odbiegł przerażony pozostawiając pod drzewem niedojedzoną rybę. Odbiegł niedaleko i gdy w końcu postanowił się odwrócić, ujrzał delikatnie jaśniejącą postać smoka. Zrozumiał, że miał do czynienia z duchem zamieszkującym drzewo. Duch poprosił t’skranga o spotkanie z Vlash’kro.
Vlash’kro stanął przed drzewem w asyście swoich towarzyszy i cała piątka wysłuchała krótkiej opowieści.

„Jestem Duchem Wspomnień. Posiadam wiedzę o Tej, która mnie stworzyła i o wszystkich jej dziełach. Obserwuję ją codziennie, gdy budzi świat do życia i daje Dawcom Imion bezpieczeństwo. Widzę także jej męża, który kładzie spać i daje schronienie wszystkim stworzeniom. Zaopiekujcie się tym miejscem, ku ich pamięci i czekajcie na ich powtórne spotkanie, które będzie trwało dłużej niż mgnienie. Musisz zaczekać na tego, który będzie godzien poznać tajemnice tego miejsca”.

Vlash’kro był zaskoczony. Nigdy wcześniej nie miał do czynienia z duchami, a to co o nich wiedział w żaden sposób nie pokrywało się z tym czego przed chwilą doświadczył.
W ciągu kolejnych dwóch miesięcy, Vlash’kro znalazł kilku bogatych kupców, którym zaoferował sprzedaż esencji ognia po dobrej cenie. Kupcy przystali na propozycję, a Vlash’kro stał się z dnia na dzień bogatym t’skrangiem. Dzięki temu mógł wynająć robotników, którzy w ciągu roku wybudowali mu wieżę w pobliżu Drzewa T’shlome, a także kilka domów w których zamieszkali pracownicy podczas budowy. Pochłonęło to sporą część kosztów Vlash’kro, jednakże Marynarz nie przejmował się tym.

W tym czasie powrócili dwaj jego wysłannicy z Throalu i Syrtis. Pierwszy nie przyniósł żadnych wieści, natomiast drugi tak. Trenlo (brat Trelo) przyniósł opowieść potwierdza-jącą sny Vlash’kro. Opowiedział mu ją napotkany Trubadur, który również przybył do powstającego miasteczka. Opowiedział on osobiście Legendę o rozstaniu się T’shlome z Syrtisem, gdy ten drugi zdradził żonę z Synopae. Vlash’kro wiedział teraz, że nie oszalał. Kazał swoim ludziom dalej poszukiwać wiedzy o Utraconym Wierszu, a Trubadura Pronisa Pieśniotwórcę, poprosił o pozostanie. Ten jednak nie mógł spełnić tego życzenia, gdyż, jak powiedział, naturą Trubadura jest wędrówka i przekazywanie opowieści, legend i nadziei kolejnym ludom.

W ciągu rocznej budowy wieży pod placem budowy wyrosła niewielka osada pracowników, którzy potrzebowali zaopatrzenia. Jako, że Vlash’kro od czasów wygnania pałał niechęcią do swoich braci, nie kupował od nich prawie niczego. Większość rzeczy pochodziło z okolicznych wiosek lub miasteczek, niejednokrotnie dosyć znacznie oddalonych od miejsca budowy. W pewnym momencie zebrało się tam tylu kup-ców, że Vlash’kro poszedł po rozum do głowy, i kazał swoim ludziom znaleźć kolejnych robotników, którzy wybudowaliby mu miasteczko. Rozesłał też wici, że każdy kto pomoże przy budowie, będzie mógł zamieszkać w nowym lepszym miejscu. I tak, gdy po roku i jednym dniu wieża została ukończona, tak samo miasteczko z kilkoma karczmami było w zaawansowanej budowie.

Vlash’kro długo zastanawiał się jak nazwać wybudowane miasteczko. W końcu przypomniał mu się stary zwyczaj obdarowywania przyjaciół prezentami, którego nazwa idealnie mu pasowała. Najpierw Syrtis wraz z T’shlome obdarowali się prezentami na pożegnanie, a teraz on założył typowo kupieckie miasteczko, gdzie wymieniać towary i prezenty będą wszyscy, którzy do niego przybędą. I tak, podczas pierwszego wielkiego jarmarku, w niecałe trzy miesiące później, Tessesta otrzymała swoje Imię.

***

Zarządcą miasteczka jest Vlash'kro, t'skrang Marynarz a jednocześnie Głosiciel Chorrolisa. Po tym jak został wykluczony ze swego niall Maratha Domu Syrtis, błąkał się wzdłuż Węża, gdy pewnej nocy miał ponoć sen zasłany przez samą Shivoam nakazującą mu wybudowanie miasteczka ku jej czci. Niektórzy mówią, że to sprytnie Chorrolis zesłał mu ten sen, co miejscami wywołuje burzliwą dyskusję. Żadna z tych rzeczy nie została potwierdzona i nikt tak naprawdę nie wie jaka jest prawda. Sam Vlash'kro dzięki snu i własnemu wysiłkowi dorobił się i stać go na utrzymanie miasteczka, małego garnizonu żołnierzy.


Przybywając do Tessesta
Zjeżdżając ze wzgórza dostrzegli przed sobą wstęgę szerokiej Wężowej Rzeki, a nad nią przycupnięte małe miasteczko Tessesta. Zbliżając się do niego zauważyli, że wokół niego utworzone było kupieckie miasteczko wozów i namiotów. Wjechali w nie. Wokół było kolorowo, tłoczno i hałaśliwie. Dawcy Imion przekrzykiwali się i kłócili o miejsca. Gdzieś ktoś krzyczał "złodziej!", ktoś gonił za wystraszoną świnią, jakiś iluzjonista trenował sztuczki a wymalowany człowiek na szczudłach starał się nie przewrócić i jednocześnie buchać ogniem z ust do czego przygrywał jakiś krasnolud. Patrząc w kierunku przystani, która znajdowała się poza miastem, kilka metrów w dół zbocza, widać było dopływający dziwny parostatek t'skrangów ze sceną na pokładzie.



Miasteczko leży na brzegu Wężowej Rzeki, dzień drogi na zachód od Jeziora Vors. Mieszkają tu głównie obrotni t'skrangowie, ale znajdą się także ludzie, krasnoludy i orki. Cztery razy do roku organizowany jest tutaj wielki Jarmark na którym można sprzedać swoje towary i kupić coś, czego normalnie nie idzie dostać. W tych dniach zjeżdżają się do miasteczka t'skrangowe wspólnoty kupieckie zwane kohyin, wielu kupców z okolicznych osad, miasteczek i wiosek, chcących wymienić swoje plony na przyprawy, kosze, magiczne miotły i setki innych przedmiotów.

Jarmarki odbywają się zawsze w drugi tydzień miesięcy Charassa, Gahmil, Riag oraz Doddul i trwają równo siedem dni. Jeżeli przybyło się z zamiarem sprzedaży, należy uiścić stosowną opłatę u poborców. Jest to zwykle około 10 procent wartości rynkowej towaru, więc wychodzi z tego niezła sumka.

Przybywając do miasteczka parostatkiem, już kilka kilometrów przed nim, można dostrzec wysoką czarną wieżę na skale, należącą do Vlash’kro. Sama część portowa oddzielona jest od reszty miasteczka, które znajduje się kilka metrów powyżej poziomu rzeki. Spowodowane jest to wzbieraniem wody podczas okresu deszczowego w Barsawii. Sam port nie jest wielki, oprócz jednego sporej wielkości pomostu znajduje się w nim też kilka magazynów. Pomost nasączony jest esencją powietrza, dzięki czemu są niemal niezatapialne, również dzięki esencji tegoż żywiołu oraz magii Mistrzów Żywiołów pomost sam przybliża się do nabrzeża, gdy wzrasta poziom wód.

Przybywający do Tessesty drogą lądową, Dawcy Imion również zobaczą wysoko pnącą się więżę, która stała się szczególnym znakiem rozpoznawczym. Aby dostać się do samego miasteczka należy przejść przez jedną z dwóch bram, przy których zwykle stoi dwójka strażników. W okresie Jarmarków strażników jest oczywiście więcej.

Miasteczko liczy około 500 mieszkańców, jednakże podczas Jarmarków liczba Dawców Imion zwiększa się niemalże trzykrotnie. W takim wypadku większość straganów i wozów nie wjeżdża do miasta, tylko rozkłada się przed bramami Tessesty.

Tessesta otoczona jest drewnianą palisadą posadzoną na wale ziemnym, co razem daje wysokość około pięciu metrów. Budynki wewnątrz zbudowane są również z drewna, nieliczne z nich, jak karczmy, posiadają kamienne podmurówki. Zabudowa zwykle nie przekracza jednego piętra.


Codzienna rutyna
Miasto na co dzień utrzymuje się z tego co kupi podczas kwartalnych Jarmarków. W mieście jest kilka karcz i zajazdów, Kuźnia Zbrojmistrza Ahrukla, główny plac targowy, Czarna Wieża Vlash’kra, Dom Pasji oraz Drzewo T’shlome.

Samo miasteczko na co dzień jest raczej senne i niewiele się w nim dzieje. Część mieszkańców produkuje ubrania z zakupionych materiałów, inni wyrabiają garnki, a jeszcze inni łowią ryby. Prawdą jest też to, że spora część mieszkańców utrzymuje się ze służby jaką pełnią u zarządcy miasteczka, Vlash’kro. Poborcy podatków, strażnicy, opiekunowie Drzewa T’shlome a także Poszukiwacze są na utrzymaniu t’skranga. (Są to zaufani ludzie Vlash’kra, zajmujący się zbiera-niem i katalogowaniem legend t’skrangów, które mogą pomóc odkryć miejsce ukrycia Utraconego Wiersza.)

Strona 1 z 3 1 2 3 >
   Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
   Ostatnie Artykuły
56. Spadliśmy do gro...
55. Zostaliśmy podsz...
54. Obarczono nas br...
Sesja 19.06.2019
Sesja 31.05.2019
   Odnośniki
Earthdawn Ajfla
Earthdawn Blog
Earthdawn Owcy
Earthdawn.com.pl
Kosmit Paczy
Wichry Vivane
   Licznik 19012010
free counters
Liczniki na stonę

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie